Wiara jest naszą siłą


28 kwietnia urodziła się nasza wspaniała, malutka księżniczka, której daliśmy na imię Majeczka. Pragnęliśmy jej z całego serca i nie mogliśmy doczekać się chwili, kiedy będziemy mogli ją powitać na tym świecie.
Wszystko miało być takie cudowne, piękne, miałam urodzić nasze pierwsze dziecko. Ciąża przebiegała prawidłowo, bez żadnych komplikacji. Całe dziewięć miesięcy wskazywało na to, że dziecko będzie zdrowe. Jednak czasami czułam taki dziwny lęk, obawiałam się, że coś jest nie tak, jak powinno być. Słabo przybierałam na wadze, a brzuch miałam dosłownie jak piłeczka.

Kiedy podczas wizyty pytałam lekarza, czy to normalne, odpowiadał, że czasami tak bywa i przesuwał termin porodu. Pierwszy miałam na 18 IV, a ostatni na 20 V. Ponad miesiąc różnicy, ale lekarz tłumaczył, że wszystko jest dobrze. Wierzyłam jego słowom, bo komu miałam zaufać, jeśli nie lekarzowi?

22 kwietnia miałam robione ostatnie USG, wtedy lekarz powiedział mi, że dziecko jest małe i że podejrzewa hipotrofię wewnątrzmaciczną. 23 kwietnia trafiłam do szpitala na oddział patologii ciąży. Dzień później wywołano poród. Rodziłam razem z mężem, który bardzo mi pomagał i razem ze mną czekał na chwilę, kiedy zobaczymy naszą córeczkę. Do końca wierzyliśmy, że będzie dobrze. Jednak nie było! Już pięć minut po porodzie dowiedzieliśmy się, że coś jest nie tak. Nie zapomnę tych chwil do końca moich dni. Dziękuję mężowi, za to, że tak bardzo mnie wspierał. Razem było nam łatwiej. Pani doktor, która badała Majeczkę, podejrzewała trisomię 18-ego chromosomu. Diagnoza ta potwierdziła się kilka dni później.

Dowiedzieliśmy się, że ta choroba jest letalna, że nasze dziecko ma kilka tygodni, może miesięcy życia. Nasz świat się zawalił, baliśmy się i nie wiedzieliśmy, czy sobie poradzimy. Nasza córeczka spędziła prawie miesiąc w szpitalu, podłączona do okropnej aparatury. Pragnęliśmy jak najszybciej zabrać ją do domu, by mogła być razem z nami, wśród najbliższych. Udało się, trafiliśmy pod opiekę Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci. Wszystko się zmieniło. Zabraliśmy naszą Majeczkę do domu. Zaczął się cudowny czas dla całej naszej rodziny. Dzięki WHD, mogliśmy cieszyć się naszą córeczką, całować ją, przytulać, opiekować się nią tak, jakby była zdrowa. Byliśmy pod fachową opieką przez całą dobę.

Majeczka miała piękne, duże, niebieskie oczy. Kiedy na mnie patrzyła, czułam, że widzi całe moje wnętrze, że wie, jak bardzo ją kocham. Zmieniła całe nasze życie, pokazała nam, czym jest miłość. Nauczyła nas kochać. Sprawiła, że cieszyliśmy się każdą minutą, którą razem spędzaliśmy. Tuliłam ją i nie wyobrażałam sobie życia bez niej. Stała się całym moim światem, moim życiem. Staraliśmy się nie myśleć o tym, że kiedyś odejdzie, i żyć, jak normalna rodzina. Czasami jednak dopadała nas świadomość, że nasza Majeczka jest chora, że od nas odejdzie.

Dzięki pracownikom WHD, a szczególnie pielęgniarce Basi Ważny, która opiekowała się Majeczką, wszystko wydawało się łatwiejsze. Wiedzieliśmy, że mamy przy sobie osoby, które pomogą nam w każdej sytuacji. Tak było.
Nasza córeczka nie cierpiała, cieszyła się nami, a my Nią. Nie byliśmy sami, mieliśmy rodzinę, przyjaciół oraz pracowników WHD, na których zawsze mogliśmy polegać. Nigdy nie zapomnimy Waszej pomocy i dobroci płynącej prosto z serca. Basiu – Tobie szczególnie! Byłaś i jesteś dla nas kimś więcej niż pielęgniarką Majeczki. Byłaś i zawsze będziesz naszą przyjaciółką. Dzieliłaś z nami radości i smutki.

Majeczka była karmiona sondą, której bardzo nie lubiła. Czasami potrafiła wyjąć ją z buzi podczas karmienia. Miała wtedy taki zabawny wyraz twarzy, jakby cieszyła się, że jej się to udało. Była bardzo pogodną dziewczynką, a jej minki były takie zabawne.

Spędziliśmy razem Święta Bożego Narodzenia, ubieraliśmy choinkę. Majeczce najbardziej podobały się lampki, mogła na nie patrzeć bez końca. Były to nasze pierwsze wspólne Święta i jednocześnie ostatnie. Nigdy już nie będą takie cudowne. To był nasz czas, święty czas. Majeczka przeżyła także swój pierwszy Dzień Babci i Dzień Dziadka.

Odeszła 24 stycznia 2008 r. o godzinie 5.30, cichutko, spokojnie, w objęciach swojej mamy. Nie cierpiała, jej serduszko przestało bić. Była z nami prawie dziewięć miesięcy i to był najcudowniejszy czas w naszym życiu. Teraz jest Aniołkiem, który czuwa nad całą naszą rodziną. Ktoś powiedział nam, że Majeczka przez te krótkie dziewięć miesięcy miała więcej miłości niż niektóre dzieci przez całe życie. Mocno wierzymy, że tak było. Kochali ją wszyscy: rodzice, dziadkowie, chrzestny Krzysio z żoną, znajomi oraz Kacperek, jej mały przyjaciel. Dziękujemy Wam wszystkim za tę miłość i wsparcie w trudnych chwilach.

Babciu Bożeno i dziadku Leszku!
Wam dziękujemy za to, że przez pierwsze cztery miesiące mieszkaliśmy razem z Majeczką w Waszym domu. Pomagaliście nam, podtrzymywaliście na duchu, wspieraliście i tłumaczyliście, że wszystko się ułoży. Za waszą bliskość dziękujemy.

Dziękujemy również babci Joasi i dziadkowi Zdziśkowi, wszystkim lekarzom i pielęgniarkom WHD: Basi Ważny, Basi Tokarz, Małgosi, Mirce, Agnieszce, psycholog Agnieszce, rehabilitantowi Darkowi, pracownikowi socjalnemu Dorotce za pomoc w organizacji pogrzebu oraz księdzu Robertowi za odprowadzenie naszej córeczki do domu Boga. Za Wasze wielkie serca w imieniu naszego Aniołka dziękujemy.

Marta i Piotr Wróblewscy
rodzice Majeczki

KOCHANA CÓRECZKO!
Byłaś, jesteś i zawsze będziesz moim Słońcem, moją Gwiazdką, moim Sercem.
Najcudowniejszym darem, jaki dostałam od Boga. Nauczyłaś mnie cieszyć się każdą chwilą, każdym drobiazgiem, nauczyłaś mnie pokory wobec życia. Dzięki Tobie uświadomiłam sobie cud, którego doświadczyłam.

Dziękuję Ci za to, że byłaś ze mną, że mnie potrzebowałaś. Tak wiele, Majeczko, Ci zawdzięczam. Wiem, że już nigdy nie będę samotna, bo będziesz przy mnie w każdej minucie mojego życia. Teraz jesteś wolna, biegasz, bawisz się z innymi Aniołkami. Wierzę, że jesteś szczęśliwa.

Nie złość się na mnie, gdy płaczę, wiem, że to egoistyczne, bo wtedy myślę o sobie, o tym, że już Cię nigdy nie przytulę, nie pocałuję, nie będę czuła Twojego zapachu, że już nic nie będzie takie piękne. Tęsknię za Tobą, jednak wiem, że jesteś obok Boga, że teraz On się Tobą opiekuje, że jest Ci lepiej.
Teraz możesz robić wszystko to, czego na tym świecie nigdy byś nie doświadczyła.
Do zobaczenia, córeczko

Twoja kochająca Cię mamusia

Informator "Hospicjum", nr 43, marzec 2008 r.