Majeczka

O tym, że Maja jest chora, dowiedziałam się w 22 tygodniu ciąży, w grudniu, prawie przed samymi Świętami. Zespół Edwardsa – to spadło na mnie jak grom. Choroba letalna, wada serduszka, śmierć może nastąpić w każdej chwili – tak nam powiedziano. Do tego momentu nie wiedziałam w ogóle, że taka choroba istnieje. Byłam zdruzgotana, przez prawie 2 tygodnie leżałam i płakałam, nie mogłam się z tym pogodzić, nie chciałam nikogo widzieć, z nikim rozmawiać, nie odbierałam telefonów. Nikt oprócz mnie, męża i mojej mamy o tym nie wiedział. A ja odsuwałam od siebie tę prawdę, nie chciałam dopuścić myśli, że moja mała córeczka jest chora. Łudziłam się, że to na pewno pomyłka, że komuś coś się pomyliło, że to dotyczy kogoś zupełnie innego.

Majeczka urodziła się 22 kwietnia 2008 r. w szpitalu na Karowej. Była najmniejszą i najpiękniejszą istotką w naszym życiu. Nigdy nie zapomnę widoku jej maleńkiego ciałka zamkniętego w inkubatorze i tej całej aparatury. Poprosiłam o ochrzczenie jej z wody zaraz po urodzeniu.
Pobyt Mai w szpitalu był dla nas trudnym okresem, była bardzo słabiutka, do tego co chwila przyplątywały się jakieś infekcje bakteryjne. Zawsze z drżeniem serca wchodziliśmy na oddział, czy aby wszystko w porządku, czy znowu nie spadnie na nas jakaś zła informacja.

Po 1,5 miesiąca mogliśmy wreszcie nasze maleństwo zabrać do domu. Skończyły się codzienne wyjazdy do szpitala, mogliśmy być wreszcie razem. Nareszcie bracia Mai – Łukasz i Igor – mogli ją poznać i cieszyć się każdą chwilą spędzoną wspólnie z nią, tak jak my. Staraliśmy się żyć normalnie, choć mieliśmy świadomość tego, co może nastąpić.
Nie zawsze było łatwo, Maja miała zespól wad i różne niezrozumiałe dla mnie dolegliwości, ale zawsze z każdą nawet najdrobniejszą sprawą mogliśmy się zwrócić do Hospicjum. 
Majusia była pod opieką Hospicjum ponad 3 miesiące. Zapewniono nam cały sprzęt potrzebny małej: generator tlenu, ssak, sondy, lekarstwa, opiekę lekarską i socjalną, ale przede wszystkim ogromne poczucie bezpieczeństwa. Przed jej wyjściem ze szpitala martwiliśmy się, czy zdołamy dobrze opiekować się naszym maleństwem.
Tak naprawdę to fantastyczni ludzie z Hospicjum sprawili, że mogliśmy mieć poczucie, że nasza córeczka jest zupełnie zdrowym niemowlęciem – mimo świadomości o jej chorobie.

Dziękujemy przede wszystkim pielęgniarce Mirce, że, pomimo krótkiej znajomości, była dla nas jak prawdziwy przyjaciel, zawsze kiedy jej potrzebowaliśmy. Dziękujemy Magdzie Gaber – wolontariuszce, która stała się dla nas niemal członkiem rodziny. Dziękujemy dr Zielińskiemu, doc. Szymkiewicz-Dangel, Agnieszce – psycholog, ks. Rafałowi, Basi Tokarz, Dorotce, Małgosi, Łukaszowi oraz wszystkim tym, którzy z nami byli i troszczyli się o Maję.
15 czerwca Maja została ochrzczona. Dzięki ks. Rafałowi uroczystość mogła odbyć się w domu, w rodzinnej atmosferze, wśród najbliższych. 

Maja dostała od nas wszystkich tyle miłości, ile mogliśmy jej ofiarować.
Nauczyła nas pokory wobec życia i śmierci. Odeszła 4 września, niespodziewanie, po dwóch zapaleniach płuc, jej małe serduszko nie wytrzymało. Nie przypuszczałam, że stanie się to tak szybko, przecież dzieci z ZE dożywają nawet do 10 roku życia. Myślałam, że jest silna, że tę infekcję też zwalczy, a ona zgasła mi na rękach. Zostało mi po niej tylko puste łóżeczko.

Bardzo trudno jest pisać o kimś, kogo jeszcze tak niedawno można było tulić w ramionach, a kto zostawił po sobie ogromny ból i pustkę. Dziękujemy Ci, Majeczko, że z nami byłaś. Bardzo Cię kochamy.
Małgosia i Leszek
Rodzice Mai Rozwadowskiej

Dziękuję Ci, Mamo, za ogromną pomoc w codziennym życiu, za pomoc którą niosłaś nam zawsze, ale która w ciągu krótkiego życia Mai była nam potrzeba najbardziej.
Basiu, dziękuję za miłość, jaką dałaś Mai, myślę, że nie mogłabym wymarzyć sobie lepszej matki chrzestnej dla mojej Majeczki.

Gosia


Warszawskie Hospicjum dla Dzieci
opiekowało się Mają przez 102 dni

Informator "Hospicjum", nr 46, grudzień 2008 r.