Koncert grupy EMAUS

Koncert grupy EMAUS

Człowiek, aby być szczęśliwym, potrzebuje miłości, miłości drugiego człowieka. Mało odkrywcza myśl, prawda? Pewnie i mało odkrywcza, ale jakże trudna do wdrożenia we współczesnej rzeczywistości. Często bowiem jest tak, że nie mamy raczej problemu z dostrzeżeniem bliźniego w potrzebie. Widzimy lub czytamy o nieuleczalnie chorych dzieciach, widzimy na ulicach osoby uzależnione we wszelaki sposób, spotykamy ludzi samotnych i zagubionych. Gorzej sytuacja wygląda, jeśli chodzi o reakcję na taki stan rzeczy. Czy nie jest często tak, że widząc dziecko chorujące na jakąś wstrętną, nieuleczalną chorobę ograniczamy się do stwierdzeń: „Ale ono biedne”, „Szkoda mi tego dziecka”, „Czemu one muszą cierpieć?”, itp. Czy stwierdzenie faktu jest reakcją na miłość, która w nas się zrodziła?

Czy jest to raczej forma wygodnictwa, mającego na celu ukojenie naszego biednego sumienia? Co innego, jeśli po stwierdzeniu faktu podejmiemy trud, trud bycia dla innych. I nie potrzeba wcale wielkich poświęceń, aby być człowiekiem. Może warto wreszcie poznać dokładniej swoją najbliższą rodzinę, może ktoś z nich potrzebuje akurat Twojej miłości, może warto poznać lepiej sąsiadów, niech wiedzą, że mogą na Tobie polegać, może warto odświeżyć kontakty z Przyjaciółmi, zostać wolontariuszem, wesprzeć finansowo jakąś sprawdzoną, działającą skutecznie organizację pożytku publicznego mającą szczytne cele statutowe. Może warto rozejrzeć się wreszcie wokół siebie!

07.10.2008 r. o 22:05 otrzymałem maila. I nie byłoby w tym nic niesamowitego, gdyby nie fakt, że stał się on zaczynem czegoś fajnego, a mianowicie koncertów, które uczyniły szczęśliwymi wiele osób. Po stwierdzeniu faktu, że w Warszawie istnieje hospicjum opiekujące się nieuleczalnie chorymi dziećmi napisał na skrzynkę wolontariacką Paweł – jeden z członków chrześcijańskiego zespołu EMAUS. W swoim mailu Paweł przedstawił propozycję zorganizowania koncertu. I w ten sposób w grudniu znaleźliśmy się w domu Łukaszka Nowaka – podopiecznego Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci. Łukasz choruje na rdzeniowy zanik mięśni i jest bardzo inteligentnym, ciekawym świata chłopcem. Na koncert domowy Łukasz zaprosił swoich znajomych z klasy, sąsiadów oraz przyjaciół. Przyjechał również inny Łukasz, będący także pod opieką WHD. Łukasz Kompiel, bo o nim mowa, przyjechał aż z Ostrowi Mazowieckiej wraz z mamą oraz swoim przyjacielem, wolontariuszem Jurkiem.

Rodzice Łukaszka Nowaka byli mile zaskoczeni liczebnością zespołu, którego członkowie z dużą otwartością i bez sztucznych barier przywitali się ze wszystkimi. Po chwili rozmowy i przygotowaniach zespół objawił swoje ogromne talenty wokalne. Z wielkim sercem przedstawił swój program śpiewany, który przeplatał się świadectwami wiary poszczególnych członków zespołu oraz dialogiem z Łukaszami na różne tematy dotyczące m.in. ich marzeń, planów, przyjaźni itp. Po koncercie była chwilka na wspólne rozmowy oraz małe co nieco zapełniające żołądek. Na zakończenie zespół podzielił się swoją twórczością rozdając płyty CD oraz plakaty z autografami. Na twarzach chłopaków często widniała radość i o to w tym wszystkim chodziło.

Jeszcze tego samego dnia, późnym południem zespół EMAUS zagrał równie piękny koncert w siedzibie Hospicjum przy ul. Agatowej w Warszawie. Tym razem koncert był skierowany do Młodzieżowej i Dziecięcej Grup Wsparcia w Żałobie, czyli do rodzeństwa dzieci, którymi opiekowało się Warszawskie Hospicjum dla Dzieci, a które już odfrunęły na swych anielskich skrzydełkach do nieba.
Pragnę serdecznie podziękować członkom zespołu EMAUS za to, że przejechali szmat drogi (zespół pochodzi z Białegostoku), żeby pewnej grudniowej niedzieli podzielić się swoim szczęściem płynącym z talentów wokalnych, z Łukaszami, Grupami Wsparcia w Żałobie oraz pracownikami naszego Hospicjum.

I czyż nie słusznie Paul Holbach zauważył, że to „człowiek człowiekowi najbardziej potrzebny jest do szczęścia”?!
Łukasz Strojnowski
Koordynator Wolontariatu WH

Informator "Hospicjum", nr 47, marzec 2009