Każdy wspólny dzień jest dla nas nagrodą

Zuzia urodziła się 3. 06. 2010 r. w 39 tygodniu ciąży przez cesarskie cięcie. Mierzyła 45 cm i ważyła 1.780 g. Zuzanna to nasze pierwsze, bardzo upragnione dziecko. Dzień, w którym dowiedziałam się, że jestem w ciąży, był najpiękniejszym dniem w moim życiu. Okres ciąży był wspaniały, czułam się bardzo dobrze i z utęsknieniem czekałam na pierwsze ruchy dziecka. To cudowne uczucie nosić w sobie nowe życie. Ciąża przebiegała bez zarzutu, nic nie wskazywało, że z moim dzieckiem dzieje się coś złego. Z miesiąca na miesiąc byłam coraz bardziej szczęśliwa. Niestety, szybko się to zmieniło. W chwili urodzenia Zuzi dowiedziałam się, że coś jest nie tak z moim maleństwem. Nie mogła oddychać, więc natychmiast zabrano ją ode mnie. Następnego dnia moje dziecko przewieziono do Centrum Zdrowia Dziecka, dzięki czemu mój skarbek wciąż jest ze mną. Po kilku dniach dowiedzieliśmy się, że nasz Aniołek ma zespół Edwardsa. Był to niewyobrażalny cios, nasze serca pękły na miliony kawałków. Co się stało? Kto zawinił? Przecież Zuzia miała być zdrową, silną dziewczynką. Nie umiałam sobie poradzić z tą sytuacją, życie nagle straciło sens. Tylko dzięki bliskim osobom i miłości do córki nadal żyję. Nieustannie zadawałam sobie pytanie – dlaczego nas to spotkało? Pragnęłam dziecka najbardziej na świecie. Czym więc zawiniłam, że Bóg mnie tak ukarał? Dzisiaj wiem, że to nie kara, ale próba dla nas i że Bóg miał w tym jakiś cel. Dziękuję Mu za każdy kolejny dzień spędzony z naszą Calineczką.

Zuzia jest pod opieką Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci – to wspaniali ludzie, którzy otaczają moje dziecko ogromną troską. Ja także znacznie lepiej się czuję, mając pewność, że córka jest pod dobrą opieką. Zuzia to mój Aniołek. Świadomość, że nigdy nie powie do mnie ,,mamo” bardzo boli, ale jestem silna, nie przypuszczałam, że tak bardzo. Zespół Edwardsa, to bardzo niesprawiedliwa choroba, wymaga od rodziców dziecka siły i wiary. Czasami w nocy nie śpię, siedzę przy łóżeczku i wpatruję się w córeczkę. Każdy wspólny dzień jest dla nas nagrodą. Staram się dać Zuzi tyle miłości, ile jestem w stanie, albo jeszcze więcej. To co ma początku wydawało mi się trudne, dzisiaj stało się proste.

Pogodziłam się już z faktem, że któregoś dnia mój Aniołek odejdzie, ale wiem, że w moim sercu pozostanie na zawsze. Staram się, by każda jej chwila była wyjątkowa. Często przytulam ją do siebie i nucę do uszka. Widzę wtedy w jej oczkach spokój i radość. Świadomość, że daję jej poczucie bezpieczeństwa wynagradza mi moje łzy. Zuzanka jest bardzo silna i nie poddaje się mimo choroby. Dla nas jest najwspanialszym prezentem, jaki mogliśmy dostać od losu.

Joanna i Michał Woś – rodzice Zuzi
Zuzia cierpi na zespół Edwardsa.
Ma trzy miesiące, a od dwóch
jest podpieczną Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci

W dmiu, w którym zamykaliśmy numer Informatora otrzymaliśmy wiadomość, że Zuzia zmarła
- żyła 112 dni.

Informator "Hospicjum", nr 53, wrzesień 2010 r.