Karol

Karol

Spotkanie z papieżem

23 maja cała nasza paczka w składzie: tata, mój przyjaciel Przemek, mama Przemka, Wojtek Marciniak, Dominik Najberg i ja polecieliśmy samolotem do Rzymu. W samolocie czułem się wspaniale. Muszę przyznać, że żaden środek lokomocji nie jest dla mnie tak dobry, jak samolot. Po dwóch godzinach lotu znaleźliśmy się na lotnisku Leonarda da Vinci.

Pierwsze, co zobaczyłem, to były palmy. Widziałem je po raz pierwszy na żywo.

24 maja byliśmy na audiencji u Ojca Świętego Benedykta XVI. Było to dla mnie wielkie przeżycie. Papież uścisnął mi ręce. Był uśmiechnięty, a ja myślałem, że to sen. Nie wierzyłem, że witam się z tak wielkim autorytetem. Tego momentu nie zapomnę do końca życia.

Mieszkaliśmy w Domu Polskim, gdzie byliśmy bardzo serdecznie goszczeni. Każdego dnia nasza szóstka, pani przewodnik oraz włoski kierowca jeździliśmy zwiedzać Watykan i Rzym. Zwiedziliśmy Bazylikę św. Piotra, Pawła i Jana, Koloseum, Panteon, Muzeum Watykańskie, Kaplicę Sykstyńską. Byliśmy przy grobie naszego rodaka Jana Pawła II. Modląc się, żałowałem, że nie mogłem Go odwiedzić kiedy żył.

Jestem bardzo wdzięczny wszystkim, którzy umożliwili mi ten wyjazd. Włochy zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Uprzejmi ludzie, ciepły klimat, egzotyczna roślinność, ogromna ilość zabytków. Podróż bardzo szybko minęła. Trzeba było wracać. Na Okęciu czekali na nas oddani przyjaciele: Ewa, Agnieszka, Magda i Łukasz.

Bardzo dziękuję wszystkim ludziom, którzy przyczynili się do tego wyjazdu. Bez nich nie widziałbym pięknego świata i nie miałbym tylu wspaniałych przeżyć. Nigdy nie myślałem, że może mi się przydarzyć tak wielka i niezapomniana przygoda.

Karol Krążała

Karol był pacjentem WHD od 2004 roku. Chorował na dystrofię mięśniową Duchenne'a.
Zmarł niespełna dwa miesiące od powrotu z Rzymu. Wyjechał razem z rodzicami i bratem nad morze, a z stamtąd już sam w swoją ostatnią podróż, bez wózka i bez bólu.

Podczas pogrzebu ksiądz cytował Jana Pawła II i mówił, że cierpienie dawane jest po to, by ujawniła się miłość – i rzeczywiście – Karol otoczony był kochającą i cierpliwą rodziną, spotkał się i zaprzyjaźnił z wieloma ludźmi, ale też i dzięki niemu zawiązały się nowe znajomości i przyjaźnie, dzięki niemu spotkali się ludzie, którzy w innej sytuacji nie mieliby szans na to, by się poznać.

Dziś kiedy Karola nie ma już wśród nas wierzę, że tak jak kiedyś on potrzebował pomocy, teraz sam pomoże żyć tym, od których tę pomoc otrzymywał. Pomoże żyć mamie, którą w ostatnich chwilach prosił by go przytuliła i w której ramionach umarł. Pomoże swojemu tacie, który cierpliwością mógłby obdarzyć niejednego, swojemu bratu Czarkowi. Pomoże wszystkim, którzy Go znali, kochali czy przyjaźnili się z nim i dzięki którym Jego ostatnie dni na przekór chorobie były pełne uśmiechu i spotkań z przyjaciółmi, w których pamięci na zawsze pozostanie.

Wojciech Marciniak
pracownik WHD, wolontariusz

 

List do K.

Pamiętasz, Karolu, te dni, które wspólnie nam przeżyć przyszło? Pamiętasz te chwile radością i nostalgią przeniknięte?

Lubiłeś spacery, szczególnie te w strugach słońca. To one nauczyły nas rozmawiać ze sobą szczerze, to one pozwoliły nam milczeć mądrze.

Dziś idąc cmentarną aleją szukam Ciebie mój Przyjacielu, tak jak za życia Ty szukałeś brata Swego – Pawła. Groby jednak zimne są, a aleja pusta...

Czy pamiętasz muzykę, która sprawiała, że rozumieliśmy się bez słów? Wyrażała ona nasze tęsknoty i pragnienia. Pragnąłeś żyć ze wszystkich sił i uśmiechałeś się zawsze, choć tak często bolało.

Zawsze czekałeś na mnie i wybaczałeś, gdy przyjeżdżałem z nieodrobioną lekcją miłości i pokory. Uczyłeś mnie, jak żyć i jaki jest życia sens.

Każdego dnia staram się dorastać do Twojej śmierci, zadając sobie elementarne pytanie: ilu ludzi jeszcze odejdzie, nim miłość zagości na dobre w naszych sercach? Dojrzałość objawia się przecież w szczerym, bezinteresownym dawaniu siebie innym, prawda?

Wierzę Przyjacielu, że już nie cierpisz, że Bóg otacza Ciebie serdeczną opieką i że kiedyśsię spotkamy.

Dziękuję ...
Łukasz Strojnowski
Wolontariusz WHD

 

Drogi Karolu

Co można czuć i myśleć, kiedy dowiadujemy się, że odszedł przyjaciel – ból, strach, złość, nieopisany żal i jednocześnie nadzieję, że jest szczęśliwy i już nie cierpi.

Nie będę pytał dlaczego? Bo to był czas dany nam od Pana. A tak dziwnie splątały się nasze losy.

Pamiętam nasze pierwsze spotkanie podczas wyjazdu do Zakopanego, jak uczyłem Cię grać w szachy. Pierwsza wizyta w Twoim domu i wasza rewizyta u nas. Pierwsze ognisko, wspólne spotkania i wyjazdy. Tak wiele nas łączyło, byliśmy jak dwóch muszkieterów. Wyjazd do Chorzowa na koncert U2 i Licheń – kiedy wzruszyłeś mnie do łez mówiąc, że traktujesz mnie jak brata. Cieszyłem się, że mam takiego przyjaciela. Uczyliśmy się od siebie nawzajem. Ty ode mnie otwartości, ja od Ciebie pokory.

Dobry Bóg dał nam prawie dwa lata, które tak dużo w naszym życiu zmieniły. Otoczeni dookoła naszymi przyjaciółmi żyliśmy łapczywie, czerpiąc z życia intensywnie to, co najlepsze. Wspólne wypady, które wymyślaliśmy na zmianę raz Ty, raz ja. Zadając dodatkowych obowiązków naszym przyjaciołom z hospicjum, którzy tak bardzo się starali spełniać wszystkie nasze prośby. Pamiętam nasz wspólny wyjazd do Rzymu, który dostarczył nam tak dużo duchowych przeżyć i życzliwość Twoich rodziców, kiedy przyjęliście mnie w swoje gościnne progi na czas remontu u mnie. Umieliśmy się razem śmiać, ale i smucić. To wszystko zostanie na zawsze głęboko w mojej pamięci. Nasze drobne sprzeczki – też, ale przecież nie ma róży bez kolców. Wiem, że jeśli przyjdzie czas mojego odejścia, przyjedziesz po mnie razem z Pawłem i moją babcią, bym nie bał się odejścia w ten inny świat.

Wierzę, że się spotkamy i pobiegniemy razem wolni od cierpienia – by rozegrać jeszcze jedną partię szachów. Więc nie pytam – dlaczego? Bo już wiem, że jest czas życia i czas śmierci.

Żegnaj, mój Drogi Przyjacielu, Karolu.
Na zawsze zostaniesz w mym sercu i mojej pamięci.

Twój przyjaciel brat
Przemek Biczkowski

Informator "Hospicjum", nr 37, wrzesień 2006