Historia chłopca o niebieskich oczach

Bardzo trudno jest pisać o kimś, kogo się bardzo kocha, a kogo nie można już przytulić, pogłaskać.

Jest to historia chłopca o niebieskich oczach.

Kubuś urodził się 24 maja 2006 r., był drobniutki i, jak się później okazało, bardzo chory. Mój malutki synek miał zespół Edwardsa – jest to wada genetyczna źle rokująca. Tylko 10% dzieci dożywa pierwszego roku życia – tak nam powiedzieli lekarze. Od tamtego czasu zaczęła się walka o życie Kuby, o każdy dzień... minutę...

Po powrocie ze szpitala przeszliśmy pod opiekę Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci. Spotkaliśmy na swojej drodze wielu życzliwych ludzi.

Kubuś ciągle chorował, nie miał odporności, ale dzielnie walczył. Każdy jego uśmiech potęgował we mnie siłę do walki, wierzyłam, że pokona chorobę i będzie długo żył, mimo tego, iż taki usłyszał wyrok. Czasami miałam chwile zwątpienia, żal do Boga, że skrzywdził moje dziecko, ale ksiądz Benek powiedział, że to nie On, że tak naprawdę nikt nie wie, dlaczego się tak dzieje.

Mijał dzień za dniem, Kubuś zaczął czynić duże postępy, przestał zaciskać mocno piąstki, zaczął gryźć paluszki, raz w życiu widziałam, jak śmiał się w głos, pamiętam to do dziś, a to dzięki pielęgniarce Gosi. Gosiu, dziękuję Ci, że choć raz dane było mi to zobaczyć i usłyszeć.

W kwietniu z Kubusiem było bardzo źle, przeszedł dwa ciężkie zapalenia płuc. Coraz częściej źle mu się oddychało, ale wierzyłam, że jest silny i wszystko pokona. Zbliżał się dzień urodzin 24 maja 2007 r., bardzo bałam się, bo znałam statystyki. Kubuś od poniedziałku zaczął trochę chorować, pojawiła się wydzielina, gorzej oddychał. Kryzys nastąpił w środę, dużo spał, był bardzo słaby. Ale wierzyłam, że wyjdzie z tego. W nocy był bardzo blady, nadal trudno mu się oddychało, już wtedy miałam złe przeczucie. W czwartek 24 maja mieliśmy pojechać do hospicjum z tortem, chcieliśmy zrobić niespodziankę, żeby wszyscy, którzy byli mu bliscy tak jak rodzina, mogli w tym dniu być z nim. Ale Kubuś miał inny plan, o godz. 9.00 pojawił się pierwszy napad, postanowiłam powiadomić pielęgniarkę Basię, że Kubuś odchodzi. Dopóki byliśmy sami, panikowałam, krzyczałam, płakałam, ale kiedy pojawiła się pielęgniarka Basia, doktor Piotr – ulubieniec Kubusia – i ksiądz Benek, wprowadzili spokój i ciszę. My, jako rodzice, już wiedzieliśmy, że jest źle, mieliśmy dużo odwagi żeby pozwolić Kubusiowi odejść. Pozwoliliśmy mu zrobić to, co dla niego jest najlepsze i chcieliśmy, jeśli jest mu źle, żeby już dla nas nie walczył. Wiem, ze rozumiał, co do niego mówimy. Kubusiowi spłynęły z oka dwie łzy i odszedł w lepszy dla niego świat, bez cierpienia i bólu.

Nie ma Kubusia z nami już tyle miesięcy, ból po stracie dziecka jest nie do zniesienia, tęsknota czyni wkoło pustkę, żal rozdziera duszę. Dziękuję Kubusiowi za nieprzespane noce, za ból pleców, za to, że był i dawał mi tyle szczęścia, za każdy jego uśmiech i płacz.

Chcę podziękować Panu dr. Tomaszowi Danglowi za to, że stworzył tu, na ziemi, raj dla małych aniołków – gdyby nie Pan, doktorze, nie byłoby tego wszystkiego. Wiem, że wszystkie aniołki tu na ziemi i te już w niebie opiekują się Panem i dają siłę.
Dziękuję Agnieszce, psycholog, za siłę w wytrwaniu, doktorowi Piotrowi za troskliwość i uczucie, Basi, Gosi, Mirce, Madzi, Darkowi, pani Dorocie i panu Andrzejowi – wszystkim osobom, które pracują w hospicjum i nie jest im obojętny los dzieci. Dzięki Wam zapominałam o chorobie synka, uczyliśmy się z nią żyć, chwytaliśmy każdy dzień, minutę... tak, jak się chwyta powietrze. Nigdy Was nie zapomnę.

Dzięki hospicjum żyję, oddycham i wciąż przypominam sobie słowa księdza Benka – że tam jest życie... Tu na ziemi tylko ciało, symbol naszej wiary, wiadomo, tęsknimy za ciałem, przecież duszy nie widzimy. To, co ksiądz powiedział o Kubusiu podczas mszy, było piękne, płynęło z głębi serca, dziękuję księdzu, że był, jego obecność dawała nam poczucie bezpieczeństwa. Dziękuję Agnieszce i Basi – Wasza obecność dodała mi sił.  Wiem, że pozostali, którzy nie mogli być fizycznie, uczestniczyli z nami podczas pogrzebu duchowo.

Kubuś był i jest dla mnie najpiękniejszym darem, tak mały człowiek, a tyle mnie nauczył. Dla Was też był wyjątkowym, a nie kolejnym pacjentem. 

Moja wdzięczność dla pracowników hospicjum za szczęście mojego dziecka nigdy nie będzie miała końca. To, co robicie, jest darem, a Wy aniołami od Boga. Wiem, że anioły żywią się naszą nadzieją, wiarą, im nasza wiara jest silniejsza – ich skrzydła stają się jaśniejsze. Bije od nich światło, ciepło i dobroć. Wiem też, że Kubuś jest szczęśliwy, może biegać, siedzieć, jest wolny od cierpienia. Dla nas czas biegnie powoli, dla aniołków bardzo szybko. Wiem również, że mój ból skończy się wtedy, kiedy będzie dane mi spotkać się z moim synkiem. Teraz poprzez swoje doświadczenie staram się pomagać kobietom, które mają problemy z ciążą, opowiadam im o Was, o gabinecie USG, z którego chętnie korzystają.
Nie wiedziały, że są ludzie, którzy mogą i chcą pomóc. Te osoby są nieświadome zagrożeń, tak jak ja kiedyś byłam.
Zwykłe słowo „dziękuję” nie odzwierciedli tego, co robicie i kim jesteście. Wiem jedno, już na zawsze zostaniecie w moim sercu tak jak Kubuś w Waszych. Kubuś –  chłopiec o niebieskich oczach.

Ewa Pawłowska

KUBUSIU
Tak bym chciała
móc Cię przytulić
Poczuć Twój zapach
usłyszeć płacz
Moje serce rozdziera
ogromny ból i żal
Dlaczego? Dlaczego
tak się stało
Przecież byłeś
Kubusiu częścią mnie
Mam nadzieję, że czas
szybko będzie płynął
Każdy dzień za dniem
i już niedługo zobaczę Cię
Gdziekolwiek jesteś
ZAWSZE BĘDĘ KOCHAĆ CIĘ!

Informator "Hospicjum", nr 43, marzec 2008 r.