Wolontariat jak tęcza

Wolontariat jak tęcza

Dziwna choroba
Już mija 5 lat od kiedy po przyjeździe do Warszawy wysłałam maila do Wojtka – ówczesnego koordynatora pracy wolontariatu. Trochę wystraszona i niezbyt pewna siebie stawiłam się na rozmowę i… zaraziłam się przedziwną chorobą, która powoduje że pracownicy WHD ciągle skazani są na moją obecność. Gdy zamknę oczy, pamiętam wszystkich moich podopiecznych. Każda malutka osoba, która stanęła na mojej drodze, wyryła swoje imię w moim sercu.

Sandra
Sandra to pierwszy aniołek, którego poznałam. Malutkie ciałko zaplątane w mnóstwo rurek. Wtedy jeszcze tak mało wiedziałam, mało potrafiłam. Docelowo odwiedzałam Klaudię jej starszą, zdrową siostrę. Sandra jednak cierpliwie uczyła mnie miłości do siebie.
Sandro, aniołku! Nauczyłaś mnie jak używać ssaka, karmić przez gastrostomię, używać pompy pomocnej w żywieniu. Naprawdę z anielską cierpliwością uczyłaś mnie miłości do siebie…

Iwonka
Była także Iwona, nastolatka z dużym poczuciem humoru, ciągle uśmiechnięta. Iwonko, tak Cię zapamiętałam, nasze buszowanie po sklepach w centrum handlowym i to, że po prostu musiałaś uśmiechnąć się do każdej osoby, która nas mijała. Iskierki dobrego humoru często gościły w Twoich oczach. Miałyśmy pojechać razem nad morze, zdecydowałaś inaczej... Nie mogłam zrozumieć dlaczego.
W tym czasie toczyło się moje życie. Nie zawsze różowe, jak każde, czasami ze słońcem, czasami chmury deszczowe przeważały. Ale każda osoba, którą poznałam w Hospicjum była jak tęcza, tęcza, która wprowadza harmonię w pogodzie.

Natalka
Długo bym mogła pisać. Zobaczyłam jej ciemne oczy i wpadłam. Kilka lat przyjaźni, wiele godzin spędzonych wspólnie.
Nati, moje słoneczko. Pamiętasz, jak weszłam pierwszy raz do Twojego pokoju? Łóżko stało pod oknem, Ty w różowej bluzeczce. Niedaleko stał ssak, wtedy jeszcze nie używany. Był lekko pochmurny dzień, a ja zobaczyłam uśmiech na Twojej twarzy. Bardzo chciałam się z Tobą zaprzyjaźnić i zawsze będę wdzięczna Twoim rodzicom, że dali mi tę możliwość.
Wiele godzin z Tobą przegadałam, a raczej mówiłam do Ciebie. Opowiadałam o sobie, o tym, co się dzieje w świecie. Nawet próbowałam śpiewać, mam nadzieję, że ten incydent mi wybaczyłaś. No i co z tego, że miałaś encefalopatię, mówiono o Tobie dziecko bez kontaktu, od dawna z nikim nie miałam tak wspaniałego kontaktu, jak z Tobą. Natalko, tak bardzo tęsknię.

Filip
Filip, oj, to pierwszy facet, którego poznałam lepiej w WHD. Blond włoski i łobuzerski uśmiech. Kiedy rodzice poszli do kina graliśmy „w łapki” i słuchali melodyjek z zabawek. Uwodziciel jakich mało. Poczułam się dumna, kiedy to do babci, gdy przyszła zobaczyć jak sobie radzimy, zrobiłeś znaczące „papa” rączką. Chyba mnie polubiłeś.
Towarzyszyłam Tobie i Twoim rodzicom podczas Twojej wędrówki do nieba. Pamiętam, jak morfina powodowała, że już nie cierpiałeś i spokojnie spałeś. Pamiętam ten dzień, gdy pojawiłam się u Ciebie, była już pielęgniarka Grażynka i to ona wyłączyła tlen i całą, niepotrzebną już, aparaturę. Dziękuję, że mogłam Cię poznać.

Ada, Aduś, Adusia
Adusia, dziewczynka z delikatnymi blond włoskami i szaroniebieskimi oczyma, w których można było utonąć. Dzieciuch, jak nazywał Cię tatuś. Zdążyłam się w Tobie zakochać. Nałogowo głaskałam Cię po głowie, pamiętasz? Tylko czekałam na awanturę ze strony mamy, że każe mi myć Twoje włosy. A ona tylko się uśmiechała. Opowiadałam Ci, jak się zmienia pogoda, o chłopakach, z którymi pracuję. Przez chwilkę byłaś Duśką, ale miałam wrażenie, że nie lubisz tego zdrobnienia. To i zostało Aduś, Adusia. Pamiętasz, jak wypadła gastrostomia? Przestraszyłam się wtedy, wiesz – teoretycznie wiedziałam, co robić, ale praktyka… Na szczęście rodzice byli niedaleko. Dawałaś mi tyle spokoju i kiedy zdecydowałaś, że czas do nieba, byłam zła. Przecież ledwo poznałyśmy się lepiej. Aduś, już zmądrzałam, wiem że jesteś tam w niebie szczęśliwa. Kocham Cię, maleńka.

Zuzia, Majka, Emilka
Były jeszcze Zuzia, Majka, Emilka – dziewczynki, które były iskierkami w moim życiu. Przez chwilkę tylko zabłysły, ale jak piękne było ich światło. Wszystkie mają miejsce w moim sercu.

Czasami kłócę się z Bogiem
Te historie to ostatnie kilka lat mojego życia. Spotkało mnie wielkie szczęście, że mogę pomagać tak wspaniałym ludziom, że mogę być przydatna.
Nie jestem bohaterem, moje życie dalekie jest od ideału, fachowcy od resocjalizacji mogliby pisać pracę magisterską na moim przykładzie. Ale od kiedy mogę być wolontariuszką w Hospicjum, moje życie nabrało sensu, jestem przydatna, ktoś mnie potrzebuje.
Nie jest łatwo. Bywają łzy, czasem kłócę się z Bogiem i pytam „Dlaczego?!”. Ale czy na każde pytanie musi być odpowiedź?

Wolontariat jak tęcza
Praca wolontariusza jest dla mnie jak tęcza. Tęcza, która pojawia się po deszczu i daje nadzieję na piękną słoneczną pogodę. Jest nadzieją na to, że moje życie ma sens, że jest ktoś, komu jestem potrzebna. Tęcza nie istnieje bez słońca, a ja mogę zanieść kilka jego promyków, aby rozjaśnić i nadać barwy życiu jakiemuś dziecku i jego rodzinie. Myślę, że w hospicjum nie jest najważniejsza śmierć, ale życie, nieważne czy trwa kilka miesięcy, kilka czy kilkanaście lat. Najważniejsze, aby było godne i pełne wszystkich barw tęczy.

Łucja Joppek
wolontariuszka WHD

Informator "Hospicjum", nr 48, czerwiec 2009