Nigdy nie zapomnimy o Wiktorku

Nigdy nie zapomnimy o Wiktorku

W październiku 2018 r., w 18. tygodniu ciąży straciliśmy naszego synka Wiktorka. Świat nam się załamał. Wydawało się, że nic gorszego nie mogło nam się przydarzyć. Wiem, że niestety wielu z was przeżywa podobne tragedie. Dlatego chciałabym przybliżyć naszą historię i pokazać, że mimo przeciwności losu, nawet po największej burzy wychodzi słońce.

Kiedy dowiedzieliśmy się o drugiej ciąży, nasz syn Krzyś miał roczek. Czułam się dobrze. Byłam bardzo szczęśliwa, że nam się udało. Nic nie wskazywało na to, co nas miało spotkać. W pierwszym trymestrze ciąży pojechałam profilaktycznie na USG. Byłam sama na badaniu, bez wsparcia ze strony męża. USG miało tylko potwierdzić, że ciąża rozwija się prawidłowo. I tu dostaliśmy pierwszy cios – stwierdzono przepuklinę pępowinową. Lekarz wciąż powtarzał: „Strasznie mi przykro”. Potem było tylko gorzej. Podczas badania w Szpitalu Bielańskim uwidoczniono inne wady: ogromne wytrzewienie, jelita i wątroba były poza jamą brzuszną, zaburzenia przepływów w naczyniach płodowo-łożyskowych. Zalecono mi wykonanie amniopunkcji.

Po wyniki amniopunkcji pojechałam z przeświadczeniem, że wiem już najgorsze. Pani zaczęła przekazywanie wyników od słów: „Nie mam dla pani dobrych wiadomości. Czy ta ciąża jeszcze jest”? Okazało się, że wytrzewienie nie było największym problemem. Stwierdzono trisomię 18, czyli zespół Edwardsa. To co usłyszałam, było dla mnie bardzo trudne: „Dziecko nie przeżyje, ma pani prawo usunąć ciążę. Niech się pani namyśli, mamy mało czasu. Zniszczy pani małżeństwo i życie synkowi, jeśli pani nie zdecyduje się na aborcję. Pani sobie nie zdaje sprawy, na co Pani się decyduje...”.

Nie chciałam usuwać ciąży. Natłok myśli był ogromny. Głosy z zewnątrz podpowiadały, że to egoizm z mojej strony, że nie myślę o rodzinie. To było nie do zniesienia. Na szczęście mieliśmy wsparcie najbliższych. Trafiłam pod opiekę cudownej psycholog, Pauliny Kowackiej, z Warszawskiego Hospicjum Perinatalnego. Nie oceniając i nie nakłaniając w żadną stronę, pokazała nam, jak wygląda życie ludzi, którzy podjęli decyzję o walce o swoje maleństwo, ale także tych, którzy kiedyś zdecydowali się na zakończenie ciąży. Rozmowa we wspaniałej atmosferze (o ile można ją tak określić w takiej sytuacji), pomogła nam odnaleźć się i podjąć decyzję. Najważniejsze było dla nas to że nie oceniała nas, nie krytykowała i nie robiła z nas najgorszych rodziców na świecie. To dzięki tobie, Paulinko, nie popełniliśmy największego błędu w swoim życiu i nie usunęliśmy ciąży. Dzisiaj wiem, że nie poradziłabym sobie psychicznie, gdybym zdecydowała się na aborcję. Właśnie wtedy zniszczyłabym swoją rodzinę.

Przy poronieniu położne poradziły mi, żebym nie patrzyła na synka, ponieważ nie jest to ładny widok. Posłuchałam, a później nie mogłam sobie tego wybaczyć. Postanowiłam naprawić błąd i pojechałam odebrać osobiście jego ciałko. Nie chcieliśmy zostawiać naszego synka w szpitalu. Zdecydowaliśmy, że go pochowamy. Dzięki temu mogłam się z nim pożegnać, zrobić dla niego wszystko, co jeszcze było możliwe. Był to dla nas bardzo trudny czas. Ciężko nam było przez to przejść. Bardzo pomógł nam nasz starszy synek, dla którego musieliśmy być silni, wstać rano i okazać tyle ciepła i miłości, ile potrzebuje. Był naszym motywatorem do działania, do pójścia dalej.

To Wiktorek nauczył mnie, że trzeba cieszyć się drobnymi rzeczami, że każdy moment jest ważny i cenny. I nawet w obliczu tak wielkiej tragedii, nie można się poddawać i skreślić wszystkiego, co nas dotąd spotkało. Mam nadzieję, że nie cierpiał. Dzięki Wiktorkowi i jego chorobie nauczyłam się nie oceniać decyzji ludzi, którzy znaleźli się w tak trudnej sytuacji. I mimo, że spotkałam osoby, które chore dzieci potrafiły nazwać „monstrum”, a matki, które je pokochały „wariatkami,” nie odważyłabym się powiedzieć, że będąc w podobnej sytuacji, na czyimś miejscu zrobiłabym to czy tamto. Pamiętajcie, drodzy rodzice, że nikt nie ma prawa mówić wam, co macie czuć, jaką decyzję podjąć, ani w żaden sposób was oceniać. Ja tylko chciałabym wam pokazać, że życie po takiej stracie jeszcze może być piękne. Nie za tydzień, nie za miesiąc, bo każdy z nas potrzebuje czasu, aby przeżyć żałobę i poradzić sobie ze swoimi emocjami.

Strata naszego synka już nie boli tak bardzo. On zawsze będzie w naszych sercach. To wszystko bardzo wzmocniło naszą relację. Dziś jestem w 31. tygodniu ciąży, czekamy na zdrową córeczkę. Ta ciąża na pewno jest inna, bo obarczona strachem wynikającym z naszych doświadczeń. Ale jesteśmy szczęśliwi i tego wam wszystkim życzymy – osiągnięcia wewnętrznego spokoju i życia bez poczucia winy.

Bardzo dziękujemy też tobie, Paulinko, za okazane ogromne serce i zaangażowanie. Dzięki tobie nauczyliśmy się żyć dalej, radzić sobie z bólem, stratą, ale także cieszyć się życiem pomimo złych doświadczeń.

Kasia i Kamil

 

Czy wiesz, że...

W 2018 roku Fundacja Warszawskie Hospicjum dla Dzieci udzieliła 727 konsultacji psychologicznych w ramach hospicjum perinatalnego. Podczas konsultacji rodzice dziecka, którzy dowiedzieli się o ciężkiej chorobie płodu, mogą wyrazić trudne emocje i wątpliwości oraz omówić je z psychologiem. Uzyskują wiele przydatnych informacji oraz wsparcie emocjonalne. Psycholog pomaga rodzicom przejść najtrudniejszy etap (zrozumienie i uświadomienie sobie konsekwencji diagnozy). Porządkuje wspólnie z rodzicami informacje, dba o to, by rodzice nie czuli się zagubieni. Podczas spotkania psycholog upewnia się, że nikt na rodziców nie naciska w kwestii decyzji co do losów ciąży, że lekarze opowiedzieli o wszystkich możliwych rozwiązaniach, jakie rodzice mają do wyboru.

Więcej informacji: http://perinatalne.pl/

Kwarrtalnik Hospicjum, nr 89, wrzesień 2019