Nasza Cecylka

Nasza Cecylka

Gdy dowiedziałam się, że mój syn – Krzysiulek – jest bardzo poważnie chory i że nigdy nie będzie w pełni zdrowy, byłam załamana, czułam się mała, słaba. Co można powiedzieć matce w takiej chwili, czy można znaleźć jakiekolwiek słowa, które wytłumaczyłyby ból, pytania dlaczego, uczucia bezradności, żal do całego świata, obwinianie wszystkich wokół, ale też i siebie. Pojawiło się Hospicjum – magiczne słowo, magiczni ludzie, którzy nauczyli mnie „normalnie” żyć. Że to nie jest koniec świata, choć życie mojej rodziny wygląda inaczej, ale można to sobie jakoś poukładać.

Gdy w naszym domu zjawiła się filigranowa osóbka o imieniu Cecylka, nie przypuszczałam, że wniesie w nasze życie tyle zmian, że doda nam siły, nadziei i radości. Znałyśmy się krótko, ale już w czerwcu pokazała, jakie ma wielkie serce i jakim zaangażowaniem i miłością nas darzy. Otóż byliśmy z Krzysiem w szpitalu, na zabiegu usuwania przerostów dziąseł, pobyt trwał tylko 3 dni. Bałam się piekielnie, choć ufałam lekarzom, którzy podeszli do mego syna z ogromnym sercem. Pobyt w szpitalu jest zawsze stresem, zarówno dla dziecka jak i matki. I oto nasza Cecylka każdego dnia odwiedzała nas w szpitalu, była przy mnie i przy Krzysiu, dodawała mi otuchy. Karmiła mnie przywożąc zupki w termosie. Nie zapomnę smaku kawy, którą przygotowywał dla mnie mąż Cecylki, Jasiek. Chciałabym z całego serca wam obojgu podziękować.

Gdy powierza się opiekę nad chorym dzieckiem, które nie tylko potrzebuje miłości, ale wymaga też zmierzenia się z trudnymi czynnościami, takimi jak odsysanie, podawanie leków przeciwpadaczkowych, karmienie przez gastrostomię trzeba mieć zaufanie do osoby, która chce te wszystkie czynności wykonywać (a nie jest to proste). Takie zaufanie mam do Cecylki. Chcę tu nadmienić, że nie mam bliskiej rodziny, dlatego mogę liczyć tylko na pomoc wolontariuszy i na współpracę z nimi. „Nasza” Cecylka pomaga nam, daje siebie, pozwala nam choć trochę czasu znaleźć na spacer, parę chwil poświęcić sobie. Dla nas, gdy Cecylka zostaje z Krzysiem, prozaiczne zakupy stają się świętem, gdy możemy wyjść razem z mężem, wiedząc że nasz syn jest pod opieką najwspanialszej kobiety. Wiem, że wtedy jest bezpieczny, wiem, że nic mu się nie stanie. To uczucie, jakie daje nam, przynosi chwilę wytchnienia i radości. Jest dla nas olbrzymim wsparciem, nawet gdy są trudne chwile, wiem że ona jest z nami. Często do nas dzwoni z pytaniem, jak tam Krzysiulek. Chciałabym się od niej uczyć tej radości, nadziei, pokonywania czasem przeszkód, które wydawałyby się nie do pokonania. Zawsze jest uśmiechnięta i żywiołowa. Czasem, gdy mam gorszy dzień, dopadną mnie złe myśli, zniechęcenie, obojętność, gdy wydaje mi się, że już nie mam więcej siły, aby walczyć, to właśnie ona najpierw mnie wysłucha, a potem swoim spokojem, serdecznością i zrozumieniem ukoi mój ból. Okazało się również, że jest świetnym obserwatorem i stała się inicjatorem spotkań grupy wsparcia dla rodzeństwa podopiecznych Hospicjum. Pomysł okazał się fantastyczny i pomocny dla mojej córci Kasi.

Dla mnie Cecylka jest przyjacielem, opoką, wielkim wsparciem. Zawsze mogę liczyć na słowa nadziei. Gdy pojawia się u nas w domu, jest jak promyk słońca, który potrafi rozproszyć najciemniejsze chmury. Nauczyła mnie, że można liczyć na drugiego człowieka, że ból, który mnie dotyka, może być łagodniejszy. Dzięki jej gestom, słowom, byciu z nami, uczy nas miłości do nas samych i uczy cieszyć się z małych codziennych radości. Jestem wdzięczna za jej trud, wysiłek, za dawanie siebie. Mój syn Krzysio bardzo lubi kołysanki, piosenki Cecylki. Chodź nie wiemy, jakie bodźce odbiera, to na pewno lubi dotyk, głaskanie, trzymanie za rękę – wtedy nawet sobie trochę pogaworzy, a jego oczy robią się takie duże, jakby chciał powiedzieć – jestem wdzięczny, tobie Cecylko, za twój śpiew, wierszyki, za dotyk i obecność przy mnie, dziękuję...

Cecylia jest nam bliska, czuła, delikatna, łagodna, ale też temperamentna i silna. Jej obecność w naszym domu jest bezcenna. Dziękujemy Ci za wszystko, za to co robisz i za to że jesteś z nami. Dziękuję za rady. Jesteś moim oparciem, a dla naszej całej rodziny stałaś się ważnym członkiem – dziękuję za to. Nie ma sposobu na wyrażenie mojej wdzięczności, Cecylko, C jak Cudowna. Jesteś wielka, stałaś się dla mnie przyjaciółką, bo rozumiesz moje stany, niesiesz mi zawsze pomoc i wsparcie w trudnych chwilach. Pokazałaś mi, że razem z nami mężnie dźwigasz krzyż cierpienia, że nie jesteśmy osamotnieni, pokazałaś nam mądrą i roztropną obecność. Posiadasz wiele wyczucia, by czasem mnie nie zamęczać rozmową, nadmierną tkliwością, rozczulaniem. Gdy trzeba, potrafisz mnie rozśmieszyć w zależności od mojej dyspozycji emocjonalnej. Nauczyłaś mnie również, że nie ma sensu biadolić, narzekać, tylko cieszyć się każdą radosną chwilą, choćby najkrótszą i za nią dziękować Bogu. Dziękuję Ci, Cecylko.

Dorota Kłosiewicz
mama Krzysia – podopiecznego Hospicjum

Krzyś choruje na encefalopatię
Warszawskie Hospicjum dla Dzieci opiekuje się Krzysiem od 13.06.2000 r.

Informator "Hospicjum", nr 46, grudzień 2008