Moja mała ojczyzna

Moja mała ojczyzna

Mam 17 lat i od urodzenia cierpię na rdzeniowy zanik mięśni. Moje życie, tak jak życie większości dzieci niepełnosprawnych, nie należało do ciekawych. Toczyło się w mojej małej ojczyźnie i ograniczało się do przyjazdów nauczycieli, spacerów po okolicy oraz sporadycznych wizyt znajomych. W grudniu stan zdrowia gwałtownie się pogorszył. Trafiłem do szpitala w Przasnyszu, a następnie do CZD w Międzylesiu. Tam w bardzo krótkim czasie zaopatrzono mnie w rurkę tracheotomijną oraz gastrostomię. Ponownie wróciłem do przasnyskiego szpitala, w którym spędziłem półtora miesiąca. Mimo, że stan zdrowia ustabilizował się, wciąż wymagałem nadzoru medycznego, więc lekarze skierowali mnie pod opiekę Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci.

Na początku byłem sceptycznie nastawiony do tej instytucji, jednak z biegiem czasu przekonałem się, że to była dobra decyzja. WHD zaopatrzyło mnie w niezbędny sprzęt: łóżko z materacem przeciwodleżynowym, ssak, inhalator, asystor kaszlu, nawilżacz powietrza, koncentrator tlenu, a także w leki i opatrunki. Prezes Fundacji dr Artur Januszaniec zadbał o to, żebym poczuł się jeszcze lepiej w moim domu. Pomalowano część pomieszczeń, w tym również mój pokój. Został ocieplony strych, a także strop w kotłowni. W całym domu założono odpowiednią wentylację, dzięki której łatwiej jest mi oddychać. W Poradni Stomatologicznej „Uśmiech Malucha" działającej przy Hospicjum wyleczono mi zęby. Doc. Tomasz Dangel opracował dietę dostosowaną do potrzeb mojego organizmu, dzięki której staję się coraz silniejszy. Przydzielono mi pielęgniarkę Basię Ważny, która opiekuje się mną i dba, żebym nie nudził się w domu. Poznałem też wiele innych osób: pana Roberta Sobieszczuka – rehabilitanta, pielęgniarki Małgorzatę Murawską i Mirkę Ślązak, panią Iwonę Bednarską – lekarza oraz panią Martę Kwaśniewską – pracownika socjalnego, która pomaga spełniać moje marzenia i rozwijać zainteresowania. Raz w tygodniu odwiedza mnie przesympatyczny wolontariusz Maciek Sielski, z którym miło spędzam wolny czas. Natomiast pani psycholog Dominika Maksiewicz i ks. Wojtek Gawryluk dbają o moją kondycję psychiczną. Pracownikom WHD pomagają miejscowe pielęgniarki pani Iwona Borowa i Lidia Łączyńska. Dziękuję wszystkim, którzy o mnie dbają i odwiedzają mnie, bo dzięki ich wizytom nie czuję się samotny.

A teraz trochę o sobie. Interesuję się motoryzacją, elektroniką i informatyką Dużo czasu spędzam przed komputerem w poszukiwaniu coraz to nowszych informacji na temat samochodów, telefonów i przeróżnych gadżetów. Jestem wielkim fanem „Wiedźmina", przeczytałem już wszystkie części. W wolnym czasie gram w gry komputerowe, takie jak „Wiedźmin" czy „Assasin Creed". Moje zainteresowanie motoryzacją zaowocowało niezwykłym spotkaniem z kierowcą rajdowym panem Krzysztofem Hołowczycem, który przyjechał specjalnie dla mnie!
Uwielbiam wycieczki po okolicy, dlatego z niecierpliwością czekam na ustabilizowanie się pogody, żeby spędzać więcej czasu na zewnątrz. W poprzednich sezonach latem jeździłem wózkiem elektrycznym, a mama lub siostra podążały za mną na rowerze. W ten sposób zwiedziłem całą okolicę.

Wśród nielicznych dalszych wyjazdów odwiedziłem tylko Olsztyn oraz odpoczywałem chwilę nad jeziorem mazurskim Głęboczek. Bardzo miło wspominam ten czas. Od zawsze marzy mi się wyprawa nad morze. Chciałbym zobaczyć piasek na plaży. Bardzo chętnie zatrzymałbym się tam na dłużej. W przyszłości chciałbym pojechać także na targi elektroniki lub targi motoryzacyjne. Byłoby to dla mnie wielkie przeżycie. Z przyjemnością odwiedziłbym również Centrum Nauki „Kopernik".

Wyjazd na Mazury
Dzięki Hospicjum 16 maja wyjechałem na Mazury. Podróż dosyć długa, ale minęła bardzo szybko, ponieważ spędziłem ją w dobrym towarzystwie mamy, siostry oraz wolontariusza Maćka. Mimo, że pogoda była kiepska, cieszyłem się, że w końcu wyjeżdżam na dłużej i to nie do szpitala. Po dotarciu na miejsce byłem w szoku. Hotel był jeszcze piękniejszy niż na zdjęciach. Zakwaterowaliśmy się, częściowo rozpakowaliśmy i we czwórkę ruszyliśmy na obiadokolację. Następnie, mimo że na zewnątrz było zimno, wyruszyliśmy na spacer, by zobaczyć jezioro. Do tej pory widziałem tylko Głęboczek. Jezioro Isąg zrobiło na mnie większe wrażenie, ponieważ jest ogromne. Dookoła jeziora są głównie lasy. Kolejnego dnia postanowiliśmy zwiedzić dalszą okolicę. Pogoda dopisała, więc poszliśmy na dwa długie spacery. Jak się okazało, miejscowość Worliny to mała wioska z dużym urokiem. Po powrocie do hotelu przyszedł czas na basen. Ania, moja siostra, postawiła sobie za cel nauczyć mamę pływać. Jak się później okazało, było to niewykonalne, ale mieliśmy przy tym mnóstwo radości. Następnie zajrzałem do sauny, by zobaczyć jak tam jest i czy rzeczywiście jest tam gorąco. Uwierzcie, jest ponad 80˚C, to dla mnie stanowczo za dużo. Umówiłem się także na masaż w SPA. Był bardzo przyjemny. To był dla mnie intensywny dzień i gdy sie położyłem, zaraz zasnąłem. W dniu wyjazdu postanowiliśmy pójść nad jezioro i pożegnać się z tym pięknym widokiem. Przed godziną 12 musieliśmy się wykwaterować i wyruszyć w drogę powrotną. Myślę, że te 3 dni na długo zostaną w mojej pamięci. Z chęcią bym tam jeszcze kiedyś wrócił.

Hubert Dunajewski
Podopieczny WHD

Warszawskie Hospicjum dla Dzieci
opiekuje się Hubertem od stycznia 2014 r.

 Informator "Hospicjum", nr 68, czerwiec 2014