Michał

Michał

Michał – to nasz młodszy syn, urodził się 24 marca 1997 roku. Rósł i rozwijał się bardzo dobrze, nie było z nim żadnych kłopotów. Poszedł do szkoły, potem Pierwsza Komunia, pamiętam jaki był przejęty. Później, kiedy emocje opadły – tańczył. Uwielbiał tańczyć, grać w piłkę nożną, no i oczywiście w gry komputerowe. W styczniu 2007 roku Michał zachorował na anginę, był wtedy w trzeciej klasie. Kiedy poszłam z nim do przychodni, pani doktor powiedziała do Michała: „musisz się odchudzać”. Przyznam, że syn lubił jeść. Po tej wizycie Michaś zaczął tracić apetyt. Myślałam, że przejął się słowami pani doktor. Niestety to były pierwsze objawy choroby. Michał robił się coraz słabszy, cały czas był zmęczony. Mimo wielu rozmaitych badań, nie znaleziono przyczyny jego złego samopoczucia. Pewnego dnia Michał odrabiając lekcje, przymykał jedno oko.

Zapytałam go, dlaczego to robi, a on odpowiedział, że tak lepiej widzi. Poszliśmy do okulisty. Pani doktor przebadała oczy i zaczęła mówić, a ja wiedziałam, że coś jest nie tak. Poprosiłam Michała, żeby wyszedł na korytarz do taty. Lekarz powiedziała, że coś jest w głowie i uciska gałki oczne. Gdy wyszłam z gabinetu, Michał powiedział: „co, mam raka?” Odpowiedziałam: co ty mówisz, a on, że oglądał taki film, jak dziecko proszą, żeby wyszło z gabinetu, a rodzicom mówią, że syn ma raka.

Tego samego dnia pojechaliśmy do CZD w Międzylesiu, to było w maju. Nigdy nie zapomnę schodów prowadzących do szpitala i chwili, gdy wchodziliśmy do budynku, trzymając Michała za ręce. Zrobiono tomografię głowy. Lekarz wyszła, by przekazać nam wyniki. Nie musiała nic mówić, jej wyraz twarzy mówił, że jest źle, bardzo źle.

Wynik – guz pnia mózgu z wodogłowiem. Cztery dni później Michał miał operację. Guz okazał się być złośliwym – medulloblastoma IV stopień. Potem przeniesiono Michała do Kliniki Onkologii na dalsze leczenie. Chemioterapia, powikłania, radioterapia i znowu chemia i powikłania, i tak przez dwa i pół roku. Człowiek nie zliczy, ile litrów chemii wlano w naszego syna. Podczas badań czy chemioterapii, gdy była tylko możliwość, braliśmy przepustki i jechaliśmy do domu, choćby na kilka godzin.

Michał na początku choroby często zadawał pytanie: „dlaczego ja jestem taki chory”. Potem już nie pytał – pogodził się z tym.

Uwielbiał się przytulać, nie wstydził się okazywać nam miłości. Tak strasznie nam tego brakuje.

Zawsze przed snem kładł się razem z tatą i rozmawiali o różnych sprawach, po prostu o wszystkim. Teraz tych rozmów brakuje… Zanim zasnął, zawsze mówił:
– Kocham cię mamo
– Kocham cię tato
– Dobranoc
– Miłych snów

Jak ciężko teraz iść spać bez ciebie Michałku.

Michał przepadał za wodą. Będąc jeszcze zdrowym nurkował, mógł cały dzień przesiedzieć w wodzie. W czasie choroby byliśmy nad morzem. Michał pływał, ale już nie tak długo, jak kiedyś, tylko z asystą taty – nie miał sił. Cieszył się ogromnie z tego wyjazdu. Kiedy opisywał wspomnienia z wakacji, napisał: „byłem nad morzem w Gdańsku, było bardzo fajnie, chciałbym tam jeszcze wrócić.” Niestety nie wrócił, nie zdążył.

Mniej więcej w tym czasie powiedział szczerze i ze złością: „pierdzielę tę chemie – jak mam się tak źle czuć po chemii i pożyć rok dłużej, to wolę bez chemii pół roku krócej żyć, ale się lepiej czuć.” Może wtedy powinniśmy go posłuchać i zakończyć leczenie. Dostał jeszcze dwie kuracje.

13 listopada 2009 roku rezonans – znaczna progresja.


Lekarze zdecydowali się zakończyć leczenie. Pozostawiono nam do wyboru – leczenie paliatywne w szpitalu lub hospicjum domowe. Przez dwa tygodnie nie mogliśmy podjąć decyzji, mieliśmy wątpliwości co do hospicjum. 29 listopada przyjechała pielęgniarka Jola, która szczegółowo wyjaśniła nam, jak wygląda opieka. Tego dnia podpisaliśmy umowę z Hospicjum. Pomoc, jaką otrzymaliśmy jest nieoceniona. Hospicjum daje poczucie bezpieczeństwa, zapewnia całodobową opiekę lekarzy i pielęgniarek.

Michał mógł ostatnie swoje chwile spędzić w domu z bliskimi mu osobami, w poczuciu bezpieczeństwa i miłości. Dziś wiemy, że podjęliśmy właściwy wybór decydując się na opiekę WHD.

Chcielibyśmy serdecznie podziękować pracownikom i wolontariuszom WHD oraz księdzu Wojtkowi za ostatnie pożegnanie Michała.

Michał odszedł od nas 28 stycznia. W ostatnich chwilach życia był z najbliższymi mu osobami, które go trzymały za ręce i które go kochają.

Michałku pusto i smutno bez Ciebie – umarłeś zbyt wcześnie.
– Kochamy Cię
– Dobranoc
– Miłych snów

Twój uśmiech, radość życia i dobroć, jaka biła z Twojego serca, tego zapomnieć się nie da… Jesteś naszym wzorem...

Jesteśmy dumni, że jesteś Naszym Synem.

Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach, nadal Twoją obecność czujemy, tylko dotknąć Cię nie możemy…

Małgosia i Mirek
Rodzice Michała

Informator "Hospicjum", nr 51, marzec 2010