Historia Hanusi

Historia Hanusi

Hania przyszła na świat 1.10. 2011 r. z zagrożonej ciąży. We wrześniu w 21. tygodniu ciąży trafiłam do szpitala św. Zofii. Lekarze powiedzieli, że poród może nastąpić w każdej chwili. W mojej głowie krążyło wiele myśli, zastanawiałam się dlaczego nie mogę donosić ciąży. Zaczęła się walka o każdy dzień, tydzień.

Hania urodziła się bardzo malutka z wagą 780 g w 25. tygodniu ciąży. Dostała zaledwie 1 punkt w skali Apgar. Nie mogła sama oddychać, ponieważ jej płuca nie były wykształcone. Chwilę po narodzinach została zaintubowana i sztucznie wentylowana. Bardzo się bałam, płakałam i wciąż pytałam, czy moja córeczka będzie żyć. Pani doktor powiedziała, że stan Hani jest ciężki, ale stabilny. Mimo to poprosiłam pielęgniarkę, aby ochrzciła moje dziecko.

Po miesiącu córeczkę przewieziono do szpitala im. Orłowskiego. Lekarze powiedzieli, że musimy przygotować się na najgorsze, ponieważ stan naszego dziecka jest beznadziejny. Respirator niszczył płuca, ale utrzymywał Hanusię przy życiu. Pozostało nam jedynie cierpliwie czekać i prosić Boga, żeby nam jej nie zabierał. Wsparcie rodziny pomagało nam przetrwać trudne chwile. Siostra pocieszała mnie, mówiąc: „Anka pamiętaj, nadzieja umiera ostatnia, będzie dobrze". Osiemnastego listopada Hanię odłączono od respiratora. Dziecko oddychało samodzielnie ze wsparciem tlenowym. Z powodu braku odruchu ssania, karmiono ją przez sondę.

W marcu br., po ponad czteromiesięcznym pobycie w szpitalu, pani ordynator zaproponowała nam powrót do domu, przy równoczesnym objęciu opieką przez Warszawskie Hospicjum dla Dzieci. Byliśmy pełni obaw, czy damy sobie radę, ale z drugiej strony chcieliśmy być już w domu.

Nie sądziliśmy, że istnieją instytucje, które zapewniają taką pomoc. Od Hospicjum otrzymaliśmy niezbędny sprzęt: koncentrator tlenu, ssak, sondy, strzykawki, leki. Codzienne telefony dają nam poczucie bezpieczeństwa, ponieważ wiemy, że nie jesteśmy sami i, że ktoś interesuje się naszą córeczką. Naszą pielęgniarką prowadzącą została pani Agnieszka Ćwiklik. Nauczyła nas opieki nad Hanią, tego jak założyć sondę, użyć ssaka itp. Jej pomoc jest nieoceniona.

W lipcu br. w Centrum Zdrowia Dziecka zdiagnozowano u Hani wysoki refluks żołądkowo-przełykowy. Powiedziano nam, że córeczka musi przejść operację antyrefluksową i założenie gastrostomii. W dniu operacji byliśmy pełni obaw oraz niepokoju, baliśmy się kolejnej intubacji i podłączenia do respiratora. Każda godzina była wiecznością. W trudnych chwilach była z nami nasza pielęgniarka Agnieszka, która nas wspierała. Po czterech godzinach dowiedzieliśmy, że nie było żadnych komplikacji, a wieczorem Hania została rozintubowana. To były dla nas najpomyślniejsze informacje. Ósmego sierpnia wspólnie wróciliśmy domu. Nasza Hania wiele przeszła od swoich narodzin. Bywały bardzo ciężkie chwile, ale mocno wierzymy, że wszystko jest na dobrej drodze.

Chcemy podziękować wszystkim pracownikom WHD za pomoc i zaangażowanie. Dziękujemy za opiekę medyczną, wsparcie materialne, duchowe i pomoc w załatwianiu codziennych spraw. Przede wszystkim największe podziękowania składamy na ręce naszej pielęgniarki „cioci Agnieszki" oraz dr Kasi za wsparcie, zrozumienie i za wszystkie ciepłe słowa podczas każdej wizyty. Dziękujemy z głębi serca.

 

Anna i Marcin Galant
Rodzice Hani oraz starsza siostra Maja

Hania choruje na dysplazję oskrelowo-płucną
Warszawskie Hospicjum dla Dzieci
opiekuje się nią od 26 marca 2012 r.

 

Informator "Hospicjum", nr 62, grudzień 2012